Rozważania o miłosierdziu
Inne z kategorii
Poza Kościołem nie ma zbawienia. Czy Sobór Watykański II to odwołał?
Zbliża się rok miłosierdzia. To dobra okazja, żeby rozważać, czym ta cnota chrześcijańska (tak, bo miłosierdzie jest cnotą!) jest w istocie. Wydaje się, że dobrym wstępem do takich rozważań będzie fragment książki Ortodoksja Gilberta Keitha Chestertona (1874 - 1974), angielskiego pisarza, konserwatysty, nawróconego na katolicyzm, wielbiciela Polski.
Świat współczesny nie jest zły; w pewnym sensie świat współczesny jest o wiele za dobry. Pełen jest zdziczałych i roztrwonionych cnót. Gdy ustalony porządek jakiejś religii zostaje obalony druzgocącym ciosem (cios taki zadała chrześcijaństwu Reformacja), nie tylko przywary wydostają się na swobodę. Istotnie, przywary wydostają się na swobodę i włóczą się po święcie, wyrządzając szkody.
Ale cnoty także wydostają się na swobodę, a cnoty włóczą się po świecie bardziej bezkarnie i wyrządzają straszliwsze szkody. Świat współczesny pełen jest starych chrześcijańskich cnót, które oszalały. Zaś oszalały dlatego, że każdą z nich odłączono od innych i że każda wędruje samotnie. Tak więc niektórzy uczeni uganiają się za prawdą, a ich prawda jest bezlitosna. I tak niektórzy filantropi dbają tylko o litość, a ich litość (przykro mi to mówić) jest często nieprawdziwa.
Pan Blatchford [współczesny Chestertonowi dziennikarz, socjalista - przyp. red.], na przykład, atakuje chrześcijaństwo, ponieważ zwariował na punkcie jednej z chrześcijańskich cnót: czysto mistycznej i niemal irracjonalnej cnoty miłosierdzia. Żywi on dziwne przekonanie, że uczyni przebaczanie grzechów łatwiejszym głosząc, iż nie istnieją żadne grzechy, które trzeba by przebaczać. Pan Blatchford jest nie tylko jednym z wczesnych chrześcijan — jest on jedynym spośród wczesnych chrześcijan, którego doprawdy powinny były pożreć lwy. Albowiem w jego przypadku zarzut wysuwany przez pogan jest rzeczywiście uzasadniony: jego miłosierdzie oznaczałoby jawną anarchię. Jest on prawdziwym wrogiem plemienia ludzkiego, ponieważ jest tak bardzo ludzki.
Jako przykład drugiej skrajności można by w tym miejscu wspomnieć zgryźliwego realistę, który z premedytacją niszczy w sobie uczucie wszelkiej ludzkiej przyjemności, płynącej z opowiadania radosnych opowieści lub z przynoszenia pociechy ludzkim sercom. Torquemada poddawał ludzi torturom cielesnym w imię prawdy moralnej. Zola poddawał ludzi torturom moralnym w imię prawdy cielesnej.
Ale w czasach Torquemady istniał przynajmniej jakiś porządek, który zdolny był w pewnej mierze nakłonić pokój i sprawiedliwość, aby padły sobie w ramiona. Dziś nawet się sobie nie kłaniają.